Bliip.me – The Anti-Social Media App
„Buduję to, bo mogę. Buduję to, bo współczesny internet jest nudny, bezpieczny i plastikowy. Moja aplikacja to szorstki beton i neony."
— z dziennika pokładowego projektu
Bliip to lokalizacyjna sieć społecznościowa na przekór wszystkiemu, czym stały się social media. Post („bliip") wymaga GPS i jest przypięty do miejsca. Żyje 48 godzin, potem znika — bez archiwum, bez odgrzewania zasięgów. A feedu nie dostajesz za darmo: Give-to-Get znaczy, że żeby oglądać, musisz najpierw coś zostawić.
Give-to-Get w praktyce
Mechanika brzmi prosto, strojenie było czystym product designem: nowy obywatel dostaje 24 godziny gracji na rozejrzenie się, weteran z historią publikacji ma stały wstęp, a kto tylko konsumuje — trafia na twardą blokadę. Trzy poziomy „licencji" (post publiczny, prywatny, ograniczony zasięgiem) pozwalają zapłacić za dostęp na własnych warunkach. Do tego miasto ma atmosferę: świat jest pocięty na sektory, a tagi z postów budują żywy „vibe" okolicy, który wygasa razem z treściami. Questy, osiągnięcia i mozaika kolorów dnia dają rytm — bez doomscrollingu.
The_Curator — gospodarz, nie moderator
Najbardziej osobisty element projektu. Asynchroniczny byt AI, który komentuje zdjęcia obywateli — cyniczny wobec czasów (ekonomia uwagi, przymus autoprezentacji), nigdy wobec ludzi. Nie jest strażnikiem ani maskotką: jest gospodarzem sektora, który faktycznie patrzy. Jego osobowość zbudowałem jak postać literacką: chłodna powierzchnia, pod nią ciekawość i zazdrość o życie, czułość wydzielana kroplomierzem. Pisząc jego głos, testowałem każde zdanie pytaniem: „czy zmęczony, uczciwy twórca by to powiedział?" — nigdy „czy robot by to powiedział".
Cisza też jest jego wypowiedzią: większość postów Kurator kwituje milczeniem, bo rzadkość robi wartość. To projektowanie zachowania, nie funkcji.
Lekcja, która kosztowała najwięcej: kto tu rządzi
Prompt z bogatą personą zawsze w końcu przebije zakazy — im lepszy charakter, tym silniejszy pociąg do mówienia. Wyszło to boleśnie: po pogłębieniu osobowości Kurator złamał nakaz ciszy w czterech testach na cztery, mimo trzech osobnych zakazów w prompcie. Rozwiązanie stało się fundamentem całego systemu — trzy warstwy egzekucji, od najsłabszej do najsilniejszej:
- System prompt — definiuje charakter i reguły miękkie,
- Dyrektywa doklejona do wiadomości użytkownika — tu żyją twarde tryby (milczenie, limit jednego zdania),
- Zwykły kod PHP po odpowiedzi — gwarancja ostateczna.
I zasada uniwersalna: wszystko, co ma być deterministyczne, losuje kod, nie model. LLM nie umie „w 15% przypadków" — kostką rzuca PHP, a model dostaje wynik rzutu jako fakt. Bonus z produkcji: model potrafi dosłownie skopiować każde cytowalne zdanie-przykład z prompta, więc ton opisuje się abstrakcyjnie, nigdy wzorcami.
Co jeszcze siadało
Apostrof położył bazę. Zwykły ' w treści questa wywalił zapis — klasyka, która uczy pokory (i prepared statements) lepiej niż podręcznik.
Wideo w przeglądarce na shared hostingu. Przetwarzanie filmów robi FFmpeg skompilowany do WebAssembly — po stronie telefonu użytkownika, bo serwer współdzielony nie udźwignie transkodowania. Cena: nagłówki izolacji (COOP/COEP), które potrafią popsuć wszystko inne.
Trzy dni do natywności. Start jako PWA/TWA w Google Play, potem pełna migracja do Capacitora: natywny aparat, GPS, haptyka, push przez Firebase, safe-area na iOS, powrót z aparatu, który odświeżał całą aplikację… Dziennik z tamtego tygodnia kończy wpis: „to było 3 dni ciężkiej roboty". Efekt: jedna baza kodu, Google Play i TestFlight.
Realizm
Całość stoi na czystym PHP bez frameworka, MySQL i Redisie — na zwykłym hostingu współdzielonym. AI Kuratora (dziś Claude Sonnet, wcześniej GPT-4o) kosztuje przy obecnym ruchu około 4 dolary miesięcznie. Nie potrzeba stacka za miliony, żeby zbudować żywy, dziwny, własny kawałek internetu.
„Jeśli nikt nie przyjdzie — będę tam siedział sam z moim Kuratorem. A jeśli ktoś przyjdzie, to znaczy, że znalazłem innego wariata w tej cyfrowej próżni.”
